|
Blog > Komentarze do wpisu
Debiut (2oo8)
Prawdziwe pomieszanie z poplątaniem. Bo czego tutaj nie ma? Trochę folku, szczypta punku, doza muzyki chóralnej, odrobina dźwięków z lunaparku rodem, całość doprawiona lekką nutą zacięcia kabaretowego. Jakiejkolwiek recenzji byście nie przeczytali, wszyscy zwracają uwagę na porażającą różnorodność tego wydawnictwa. Rzeczywiście, wachlarz zastosowanych form przyprawia o zawrót głowy, nie zawsze jednak w pozytywnym sensie. Są na płycie momenty, kiedy eklektyzm zmienia się w synkretyzm, burząc ciągłość narracji. Ma się wrażenie, że to jakaś składanka a nie przemyślane, starannie dobrane utwory. Faktura kompozycji jest bardzo złożona i bogata. Bogata na tyle, że możnaby wydać "Debiut" w formie czysto instrumentalnej, kompletnie bez żadnych wokali. Styl całego krążka wymusił odpowiednie podejście do tekstów, które są... hmmm, nieco niekonwencjonalne. Tak właściwie, to spokojnie mogłyby konkurować swoim "dziwactwem" do tych pióra Nosowskiej. Słowa płyną, ale w ich zalewie utopiła się gdzieś treść. Owszem, początkowo byłem na swój sposób zaintrygowany, później ustąpiło to miejsca lekkiemu zirytowaniu. Przypomina to zabawę słowem, mnie jednak nie rajcuje. To tak jakby myśli spisywane przez dziecko, które dopiero co nauczyło się pisać. To, co wytworzy się w umyśle, nie zawsze nadaje się do przeniesienia na papier. Chyba, że założyć, iż jest to rodzaj sztuki wykraczający poza moją percepcję. Może jestem za bardzo ograniczony, żeby zrozumieć ukryte tutaj piękno? Może... jednak póki co zaliczam to do wad. W odbiorze nie pomaga karykaturalna wymowa. Łamana polszczyzna w wydaniu Czesława jest naprawdę frasująca. Myślę, że popularność projektu Czesław Śpiewa opiera się głównie na braku alternatywy. Na polskiej scenie muzycznej właściwie brak tworów zbliżonych. Ludzie nie znają też poprzednich dokonań akordeonisty w Tesco Value, co sprzyja artyście. Żadnych porównań czy odniesień, ot, cały ewenement. Do czasu wydania kolejnej płyty, traktuję "Debiut" jako swoistą ciekawostkę. Jeśli dostrzeżecie w moich oczach charakterystyczny błysk, nie będą to kurwiki, ale ognikami zadowolenia też trudno je nazwać. Umiarkowane 6/10. 01. Ucieczka z wesołego miasteczka wtorek, 06 maja 2008, thelaststand
Komentarze
Gość: Kazz, dij247.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/05/14 01:34:58
Nie pojmuję furory jaką robi ten krążek. Do mnie kompletnie nie przemawia, toteż żadnej oceny nie będę wystawiał. Może kiedyś zdarzy się COŚ, co sprawi że polubię taki kogiel-mogiel - nie mówię że nie, ale póki co twórcza strona tego albumiku kłóci się ze wszystkim co kocham w muzyce. Notabene pierwsze o czym pomyślałem słuchając Czesława to "gdyby moja matka włożyła do jednego garnka wszystko co ma w lodówce, wyszłaby z tego jedna, wielka, niezbyt ładnie pachnąca papka której nikt nie chciałby zjeść, a już na pewno nazywać jej obiadem". Póki co twór Czesława nie jest dla mnie muzyką, lecz bigosem. Być może czas to zmieni. Hej
Gość: , 77-45-29-183.sta.asta-net.com.pl
2008/05/25 00:15:42
Jak najbardziej pozytywnie. Świetna odskocznia od gitarowych brzmień, na prawdę miło posłuchać. No i jak dla mnie teksty mistrzostwo. Aaa i jeszcze bardzo ładnie wydana płytka, fajne rysuneczki ;)
|
![]() ![]()
|
Teksty oraz 'frasujący' wokal, który dla autora recenzji były minusem, dla mnie są największą zaletą. No i sama warstwa muzyczna. Rozpływam się...