|
Blog > Komentarze do wpisu
Faith, Hope and Fury (2oo9)
Jesteś zadowolony z miałkich piosenek puszczanych na okrągło w radio? Podobają Ci się melodie żywcem wyjęte z muzycznych elementarzy? Rajcują Cię teksty o dupie Maryny? Jeśli na wszystkie te pytania odpowiedziałeś tak, to jesteś współwinny marnej sytuacji na polskim rynku fonograficznym. Jesteś odpowiedzialny za zniknięcie ze sceny Edyty Bartosiewicz, jesteś powodem dla którego postacie takie jak Chylińska, Steczkowska, Kayah lub Górniak zamiast śpiewać pokazują się na wizji. Przyzwoliłeś na pojawienie się takich miernot jak Doda, Feel czy Gosia Andrzejewicz. Z Twojej winy wartościowi artyści lat '90 nagrywają coraz gorsze albumy próbując sprostać wymogom, będąc wypieranymi przez "gwiazdy". Niewiele zostało ludzi, którzy niezmiennie od lat, serwują rozrywkę na wysokim poziomie. Cały ten oskarżycielski wstęp służy ukazaniu problemu i wychwaleniu trzeciej już solowej płyty Pati Yang. "Faith, Hope and Fury" to promyk nadziei, że wciąż są twórcy, którzy nie dali się stłamsić i nadal wyrażają swoje muzyczne "ja". Utwory serwowane przez Patrycję Hilton to wysokiej próby muzyka, której wciąż mi brakuje i której łaknę. Rzeczony krążek to 11 wysmakowanych kawałków okraszonych sporą dawką elektroniki. Mimo swojego lekkiego, tanecznego beatu potrafią zadziwić bogactwem brzmienia i niegłupimi tekstami, będącymi w ostrej opozycji do mainstream'owego grania. Utwory wpadają w ucho, nóżka podryguje w rytm, zmysły się cieszą. Płyta jest jakby delikatniejsza, bardziej subtelna niż "Silent Treatment", co nie znaczy gorsza czy lepsza. Yang posiada ciekawą barwę głosu, który dobrze komponuje się z warstwą instrumentalną. Nie do końca podobają mi się dwie końcowe ballady, niby ładne ale zbyt senne i odstające od reszty kompilacji. To w zasadzie jedyny większy zarzut z mojej strony. Żal mi nowego tworu Pati, który nie zostanie należycie doceniony w naszej ojczyźnie-obczyźnie, gdyż dzieła dobre są narodowi polskiemu zwyczajnie obce. Szkoda mi też przeciętnego Kowalskiego, którego ominie światowej klasy muzyka. 8/10. 01. Summer of tears niedziela, 19 kwietnia 2009, thelaststand
Komentarze
Gość: visiena, gpq122.internetdsl.tpnet.pl
2009/06/19 11:28:46
Nie chodzi o to czy lepsza czy gorsza...ona ma przecież zupełnie inny klimat niż Silent treatment, ma mocniejsze uderzenie, więcej energii i optymizmu. Artystka idzie do przodu w swoim rozwoju, więc i płyta jest inna niż poprzednia...powielanie schematów to stanie w miejscu. Żałuję tylko jednego - że taka wspaniała artystka jak Pati, taka twórcza i kreatywna, inna niż ta cała masówka, święci triumfy w innym kraju, bo Polacy jej nie docenili, nasz narodowy gust to jakaś porażka, większość naszych rodaków zadowala się wieśniacką chałą, dlatego prawdziwi artyści milkną albo wyfruwają stąd gdzie pieprz rośnie. Ach, jesli o ocenę chodzi to dyszka bez mrugnięcia okiem.
|
![]() ![]()
|
Jakbyś tak uściślił? Innymi słowy, ile punktów dałbyś ST?