Blog > Komentarze do wpisu
Brüno (2oo9)

Gej ok? Sacha Baron Cohen powraca w nowym wydaniu - Brüno to kolejne po Boracie prowokacyjne wcielenie angielskiego komika. Tytułowy bohater to austriacka ikona mody, wyznacznik stylu, twórca trendów, a zupełnie przy okazji zawodowa ciota (homoseksualista homoseksualiście nierówny). Wystarczy jednak jedna wtopa, aby środowisko projektantów go wyklęło. Pozbawiony pracy, chłopaka i przede wszystkim pozycji, postanawia wyjechać do Stanów, gdzie zostanie najsłynniejszym Austriakiem od czasów Hitlera. W realizacji pomysłu pomaga mu poddańczy asystent imieniem Lutz, prywatnie po uszy w swoim pracodawcy zadurzony.

Podobnie jak miało to miejsce w "Boracie...", tak i tutaj mamy do czynienia z konwencją pseudodokumentu. Obrazoburczy, skandalizujący, szokujący, niesmaczny, obleśny, wulgarny - to tylko niektóre z przymiotników, jakie pojawiły się po premierze w odniesieniu do jego treści. Owszem, w pewien sposób jest to obraz odważny, momentami dość dosłownie "posuwający" granice tzw. dobrego tonu, ale na człowieku inteligentnym nie powinien wywrzeć większego wrażenia. Panowie poznają panie dogłębnie, panie natomiast panów już tylko powierzchownie i tak też jest z tym tytułem - kontrowersje, które wokół niego narosły są powierzchowne. Piać na alarm będą tylko zdewociałe kółka różańcowe i inni homofobi, czyli jakby nie patrzeć - całkiem spora część światowego ciemnogrodu. Zaplecze tematyczne jest niezłe, ale dostawa kończy się już po pierwszych pięciu minutach. Film startuje z wysokiego poziomu, później niestety nie ma wiele do zaoferowania. Mocny początek zupełnie znieczula na dalsze ekscesy i trudno w moim przypadku o coś więcej niż mrużenie oczu. Znajdzie się kilka udanych akcentów komediowych, ale postać Brüno jest na tyle przerysowana, do granic możliwości zmanierowana i przesadzona, że klimat mi się nie udzielił. Najnowsze dziecko Cohena nie radzi sobie również jako satyra, gdyż nie wiadomo w co tak właściwie jej ostrze jest wymierzone. Za mało tutaj obnażania głupoty społecznej - jest trochę o celebrytach, ciut o postrzeganiu mniejszości seksualnych, ale to wszystko raczej wybiórczo i po macoszemu. W ogólnym rozrachunku "Brüno" srodze zawodzi, choć doceniam konsekwencję kreowania postaci i poruszanie tematów tabu. 3/10 i pamiętaj szeregowy, aby zabezpieczyć tyły. W tył wzwód!

bruno

niedziela, 20 września 2009, thelaststand

Komentarze
Gość: lauriss, 093105103242.pila.vectranet.pl
2009/09/23 23:53:48
Fuj.... Podzwiam, że jego kobieta ma siły to wszystko znosić.
-
Gość: seba.krystek, bqv243.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/08 15:14:05
Satyra na USA jak mi się wydaje.
7/10 ode mnie.
-
Gość: agat, c24-245.icpnet.pl
2009/12/01 01:35:16
widziałam tylko fragmenty, wydaly mi się dosc obrzydliwe. tylko pochwale Cie za zdanie 'homoseksualista homoseksualiscie nierówny', przyda mi się kiedy bede sie znów bronic przed ludzmi którzy mi zarzucają że jestem nietolerancyjna dla homoseksualizmu podczas gdy to bzdura i jestem nietolerancyjna tylko dla takich panów jak głowny bohater ;p


statystyka