Za wielką wodą „The Princess and the Frog″ żegnał stary, przemijający rok, zaś w naszym pięknym Kaczogrodzie już jako „Księżniczce i Żabie″ przyszło mu bratać się z nieopierzonym jeszcze rokiem pańskim 2010. Jak widać każda okazja jest dobra, żeby świętować. Zwłaszcza, jeśli mówimy o celebrowaniu powracającej do łask klasycznej disnejowskiej animacji. Czekałem na tenże moment z wytęsknieniem i serca biciem. W zalewie wymuszenie zabawnych/niezamierzenie śmiesznych (niepotrzebne skreślić), powstałych w całości za pomocą kodu binarnego produkcji, miała nadejść upragniona, tradycyjnie zrealizowana opowieść. Oczekiwania były ogromne, obawy nie mniejsze. I choć najnowsza propozycja legendarnego studia banku nie rozbija, to i tak warto było czekać.
Przenosimy się do Nowego Orleanu z początku ubiegłego wieku, gdzie poznajemy czarnoskórą dziewczynę imieniem Tiana. W przeciwieństwie do swoich rówieśnic, nie marzy o wielkiej miłości żywionej do księcia na białym rumaku, balowych sukniach czy wystawnych bankietach. Dąży natomiast do otwarcia własnej restauracji, co było również snem jej ojca, a którego ziszczenia nie doczekał. Uczciwością i pracą ludzie się bogacą, coś jednak zawsze stoi na przeszkodzie. Fortuna zatoczy koło wraz z pojawieniem się pewnej żaby... Dla koneserów jest to film niezwykły z kilku względów. Przede wszystkim, po raz pierwszy główna postać żeńska nie posiada śnieżnobiałej, porcelanowej cery. Koncern był w przeszłości oskarżany o rasizm, dlatego też tym razem protagonistka ma śniadą karnację, co stanowi miłą odmianę. Tradycyjną, ręcznie malowaną szatę wizualną ostatnio mieliśmy okazję podziwiać w „Moim Bracie Niedźwiedziu″ w 2004 roku, tak więc szmat czasu temu. Powrót do korzeni cieszy niezmiernie, nawet pomimo braków technicznych. Animacja nie jest szczegółowa, tła pozbawiono przepychu, ale swoistego staroszkolnego uroku nie sposób im odmówić. Skoro już o urokach mowa, wprowadzono zaskakujący wątek magii voodoo. Motyw ten nie jest może do końca wykorzystany, jednak samo jego zaimplementowanie stanowi wyraźną zaletę. Sama historia została opowiedziana po bożemu, bez niespodziewanych zwrotów akcji, tak iż każdy będzie w stanie przewidzieć jej przebieg. Akcja jest naprawdę klarowna, momentami nazbyt oczywista, prowadzona jednak na tyle solidnie, aby utrzymać uwagę widza przez bite 1,5 godziny. Bohaterowie są maksymalnie zróżnicowani i o ile centralnym postaciom można zarzucić pewną papierowość, tak drugi plan to już fascynująca galeria indywiduów, zaś cała wesoła ferajna została zaopatrzona w należycie skrojone teksty. Sporo miejsca poświęcono piosenkom, podobnie jak w przypadku „Aryskotratów” utrzymanym w stylistyce jazzowej. Łatwo wpadają w ucho w trakcie seansu, niestety równie ciężko zapadają w pamięć tuż po nim. Nie bez znaczenia jest morał z historii wynikający, a mianowicie że należy na swój sukces zapracować oraz doceniać to co się posiada. Zaserwowany subtelnie, bez zbędnego dydaktyzmu niezrozumiałego dla malców.
Spinając recenzję klamrą: Disney poprzez tę baśń postanowił przypomnieć światu, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Gigant nadal plasuje się w pierwszym rzędzie, choć w tym przypadku robi to nazbyt kanonicznie. 7/10.
Byłam w kinie wczoraj! Nooo i...
rysunki technicznie faktcznie gorsze od komediowych animacji ostatnich lat ale za to mają ten typowy, disneyowski klimat. aż się łezka w oku kręciła widząc to, czego kino nam oszczędzało ostatnio.
Fabuła faktycznie dośc banalna i przewidywalna, ale... nareszcie! bajka dla dzieci, taka, którą zrozumieją i na której się wzruszą która również nie pozostawi obojętnymi starszych, uwielbiających bajki infantylnych stworzen takich jak ja :P
Muzyka fajna, ale faktycznie nie zapadająca w pamięc. nie potrafię dziś zanucic sobie ani jednego kawałka, a zwykle po obejrzeniu bajek tego typu zapamiętywało się fragmenty piosenek. Niemniej jednak takiej lekko musicalowej formy bajki mi bardzo brakowało i cieszę się, że choć troszkę do tego powrócono.
Dydaktyzm jednak jakiś widzę. "Możesz spełnić marzenia ciężką pracą, jednak nie za wszelką cenę, gdyż nie można zapomnieć co jest w życiu najważniejsze". Chociaż z drugiej strony ja zawsze doszukuję się dydaktyzmu w bajkach tego typu (dom twój tam, gdzie serce jest, nie zaś tam, gdzie teoretycznie należysz - Tarzan. To, że nie jesteś dobry w tym, czego od Ciebie oczekują nie znaczy, że nie możesz być wartosciową osobą która coś osiągnie w innej sferze - Mulan. Kiedy jestes przekonany że własnie Ty masz rację, jesteś ofiarą spójż na problem z innej strony, szukaj porozumienia - Mój brat niedźwiedź. Ktoś jest dla Ciebie bestią? dzikusem? być może Ty dla niego też. szukaj porozumienia - M.B.N., Pocahontas i tak dalej). troche mnie poniosło ;p ale to przez to że ja naprawde kocham bajki :P
rysunki technicznie faktcznie gorsze od komediowych animacji ostatnich lat ale za to mają ten typowy, disneyowski klimat. aż się łezka w oku kręciła widząc to, czego kino nam oszczędzało ostatnio.
Fabuła faktycznie dośc banalna i przewidywalna, ale... nareszcie! bajka dla dzieci, taka, którą zrozumieją i na której się wzruszą która również nie pozostawi obojętnymi starszych, uwielbiających bajki infantylnych stworzen takich jak ja :P
Muzyka fajna, ale faktycznie nie zapadająca w pamięc. nie potrafię dziś zanucic sobie ani jednego kawałka, a zwykle po obejrzeniu bajek tego typu zapamiętywało się fragmenty piosenek. Niemniej jednak takiej lekko musicalowej formy bajki mi bardzo brakowało i cieszę się, że choć troszkę do tego powrócono.
Dydaktyzm jednak jakiś widzę. "Możesz spełnić marzenia ciężką pracą, jednak nie za wszelką cenę, gdyż nie można zapomnieć co jest w życiu najważniejsze". Chociaż z drugiej strony ja zawsze doszukuję się dydaktyzmu w bajkach tego typu (dom twój tam, gdzie serce jest, nie zaś tam, gdzie teoretycznie należysz - Tarzan. To, że nie jesteś dobry w tym, czego od Ciebie oczekują nie znaczy, że nie możesz być wartosciową osobą która coś osiągnie w innej sferze - Mulan. Kiedy jestes przekonany że własnie Ty masz rację, jesteś ofiarą spójż na problem z innej strony, szukaj porozumienia - Mój brat niedźwiedź. Ktoś jest dla Ciebie bestią? dzikusem? być może Ty dla niego też. szukaj porozumienia - M.B.N., Pocahontas i tak dalej). troche mnie poniosło ;p ale to przez to że ja naprawde kocham bajki :P