Blog > Komentarze do wpisu
Sherlock Holmes (2oo9)

holmes

Najsłynniejszy detektyw świata powraca, i to w jakim wydaniu! Pierwsza scena i już otrzymujemy obuchem w głowę. Parający się czarną magią Lord Henry Blackwood zostaje pojmany w trakcie odprawiania mrocznego rytuału, następnie doprowadzony przed oblicze wymiaru sprawiedliwości i skazany na śmierć poprzez powieszenie. Krótko przed straceniem zdradza, iż zginą jeszcze 3 osoby i nawet owiany legendą intelekt Sherlocka nie zdoła temu zapobiec. Egzekucja zostaje wykonana, zgon zaś na podstawie braku pulsu potwierdzony przez biegłego dr Watsona. Nasi bohaterowie mogliby odnotować kolejną rozwiązaną zagadkę, gdyby nie to że krypta nieboszczyka zostaje zniszczona od wewnątrz a on sam wydaje się być jak najbardziej żywy... Sprawa pozostaje więc otwarta, a to dopiero początek szerzej zakrojonej intrygi.

Brakowało w ostatnich latach przygodowego kryminału z prawdziwego zdarzenia. Pomimo kilku uchybień nowy obraz Guy'a Ritchie'go wypełnia tę lukę znakomicie. I właśnie od owych niedostatków chciałbym rozpocząć, gdyż jest ich zdecydowanie mniej, nie są też tak znaczące dla odbioru całości. Kilka potknięć scenariuszowych, akcja momentami zakrawająca o fantastykę, sugestywna choć mocno powtarzalna warstwa muzyczna, jednowymiarowy czarny charakter, któremu do podręcznikowego modelu brakuje tylko złowieszczego śmiechu. Ostatnim i największym grzechem jest impakt emocjonalny nie tak wielki, jaki można było osiągnąć. Pod tym względem potencjał był gigantyczny, otrzymaliśmy jednak kolosa na glinianych nogach. Ugina się pod ciężarem wydarzeń, które postacie dotykają, ale przenigdy nie robią im większej krzywdy. Po prostu zawsze wiadomo, że wybrną cało z opresji, dlatego też trudno się zaangażować na tyle, aby nerwowo podskakiwać w fotelu. No, ale to już wszystkie wady. Wszystkie one nikną przy kreacji aktorskiej Roberta Downey Juniora. Popularny aktor interpretacją postaci Holmesa potwierdza swój niebywały kunszt w każdej pojedynczej sekundzie. Bryluje w każdej scenie, rządzi niepodzielnie, ogniskuje uwagę i co nie tylko. Zatraca się w swojej roli jak jego bohater w szukaniu tropów i poszlak. Sherlock Holmes w jego wykonaniu to ekscentryczny pracoholik, który dla równowagi psychicznej potrzebuje rozwikływać kolejne tajemnice. Jego obsesyjne przywiązanie do detali, wprost nieludzka i balansująca między obłędem a geniuszem zdolność dedukcji to atrakcja sama w sobie. Prawdziwy mistrz ceremonii, co tu dużo mówić. Grający dr Watsona Jude Law dzielnie mu partneruje, z jednej strony stanowiąc jakby jego antytezę, z drugiej zaś doskonale go uzupełniając. Czuć faktyczną nić porozumienia między nimi, są do siebie podobni jednocześnie będąc całkowicie odmiennymi. Rachel McAdams jako famme fatale nie sprawdza się już tak dobrze i jak to zwykle z paniami w takich opowieściach bywa, stanowi zwykłe popychadło, więc jej ograniczone środki wyrazu wystarczają w zupełności. Rewelacyjne są dialogi, często nawet zabawne - błyskotliwe zaś szczególnie na linii głównych protagonistów. Scenografia i kostiumy wprowadzają w klimat epoki wiktoriańskiej, a efekty specjalne nie rażą. Co więcej, rzadko się zdarza żeby służyły historii, a nie były celem samym w sobie. Nie sposób nie wspomnieć pięknych zdjęć, płynnej pracy kamery i idealnie wykorzystanego metrażu. Film wrzuca nas w wir akcji już w pierwszych minutach i tempo to utrzymuje aż do samego końca. Zakończenie sugeruje rychły sequel, który mam nadzieję jeszcze bardziej dokręci śrubę. Tymczasem gorąco zapraszam do sal kinowych, gdyż naprawdę warto. 8/10.

niedziela, 24 stycznia 2010, thelaststand



statystyka